Zaginęła paczuszka dla Renatki, z wygraną w moim candy. Ponad 2 tygodnie minęło i nic. Zaznaczam, że druga paczka nadana w tym samym czasie doszła do adresatki w następnym dniu roboczym! Zła jestem na siebie, że nie nadałam tego listem poleconym, a tylko priorytetem - miałabym podstawę do roszczeń, a tak ... Gdybym wiedziała, że to tylko 1 czy 2 złote różnicy, a nie jakaś większa kwota.
W związku z tym humor mam wisielczy jak tylko zaglądam na bloga i nawet nie mam ochoty pochwalić się tym, co potworzyłam. Ale w sumie to nie ma sensu, co się stało to nie odstanie, Renacie spróbuję choć po części jakoś to wynagrodzić, a Wam, kochane czytelniczki, pokażę kartkę, którą udało mi się wycudować.

Wzór Margaret Sherry. Haftowałam na płótnie od
Ani Hafcik nakleiłam na czarny karton, a potem na biało-kremowy.

A okazją do jej stworzenia była obrona pracy doktorskiej przez serdeczną przyjaciółkę. Tydzień temu na takowym wydarzeniu byłam:) A dzisiaj zostałam zaproszona do Wierzynka na obiad:) Lekki stres był, bo wśród gośći znalazła się trójka profesorów, nowo upieczona pani doktor, jej szwagierka i ja. W Wierzynku byłam pierwszy raz i jestem więcej niż zadowolona! Obsługa i jedzenie na wysokim poziomie, biesiadowaliśmy prawie 3 godziny i było naprawdę miło.
Nie mogę nie pokazać ostatnich (nie tak znowu często czynionych) zakupów robótkowych

Mulina cieniowana oraz multicolor Anchora z wyprzedaży po 1,70 w jednej pasmanterii oraz DMC lniane i metaliczno-perłowe po 2,20 w drugiej. Tam też na próbę kupiłam igły ze złotym czubkiem - przetestowałam i dobrze się nimi haftuje oraz około pól metra płótna evenweave 25 count - jedyne co mi się udało znaleźć w miejscowym stacjonarnym sklepie robótkowym. Nie jest to oczywiście to, co mam od Ani, ale od przybytku głowa nie boli;)

A to bluzeczka dla młodszej córci za 2zł w ulubionym ciuchlandzie:)
Zmykam parę krzyżyków machnąć - kolejny kiermasz się zbliża! Więcej szczegółów wkrótce:)